4 maj
2009Aklimatyzacja w Austrii
Kategorie: Wyprawy. Autor: Gelo. 4 maj 2009..
Tagi: Alpy, Austria, Grossglockner
W ramach wyprawy www.nandadevi.pl, postanowiliśmy wraz z Marcinem Miotkiem www.miotk.pl w ramach aklimatyzacji przespać się na jakiejś większej wysokości. Wybór padł na Grossglocknera, najbliżej kraju położony najwyższy szczyt Austrii.
Samo wejście na wierzchołek nie było docelowym planem, ale jak tu spać na prawie 3500 m.n.p.m i nie pokosić się o wejście na prawie 3800.
Dosyć sprawnie przemieściliśmy się do Wiednia, gdzie zamiast objechać miasto wbiliśmy się do centrum. Całe szczęście, że to wieczór i dalej wśród coraz ciekawszych widoków znaleźliśmy się w Kals.
Po szybkim przepakowaniu zostawiamy naszego dzielnego Peugota i podążyliśmy do schroniska Studl na położonego na 2800m. czym dłużnej tam byliśmy, tym bardziej popadaliśmy w zdziwienie- jak można tak schludnie prowadzić na tej wysokości prawie hotel ( ze zniżka OEAV nocleg to tylko 10E ). Prawdziwy szok ogarnął nas , kiedy w formie szwedzkiego stołu zaserwowano obiad. Wiele rzeczy już w życiu widziałem ale to co tam miało miejsce to prawdziwa biesiada jak za czasów Wierzynka.
Z pełnymi brzuchami postanowiliśmy, że pogoda za oknem nie zapowiada się na podjęcie kroków by dzisiaj spać wyżej
Jednak rano -- 10.00
postanowiliśmy ruszyć wyżej.
Pogoda jak to w górach -- jest zawsze- albo lepsza, albo gorsza. tym razem była ta gorsza.
Związani liną wyruszyliśmy przez zasypany lodowiec w kierunku nieczynnego zimą schronu E. Johann.
Czułem jak organizm doskonale pracuje podczas wysiłku i cieszyłem się z treningu, który prowadziłem przed wyprawą. Do czasu, kiedy zaczęli nas masowo mijać skiturowcy.
Nie ma to jak podchodzenie na nartach lub chociażby w rakietach. Oni łagodnie pod górę- my co trzeci krok zapadaliśmy się po kolana. Jednak ułańska fantazja i wizja bycia pokonanym na podejściu przez Czechów spowodowała, że w winter roomie ( nieogrzewane pomieszczenie w nieczynnych zimą alpejskich schroniskach) to my witaliśmy naszych braci z południa.
TrochÄ™ byli zdziwieni, że schronisko jest nieczynne, wiec oddaliÅ›my im nasze koce, czekoladÄ™ i sami zalegliÅ›my w Å›piworach. Wiadomo, że nie ma sensu nastawiać budzika. My mieliÅ›my taki doskonaÅ‚y “czeski budzik”. Nad ranem Czesi byli zwarci i gotowi wejść na szczyt byle tylko siÄ™ ruszać i produkować ciepÅ‚o. PoczÄ™stowaliÅ›my ich herbata i dla rozgrzania Jasiem WÄ™drowniczkiem a sami przystÄ…piliÅ›my do Å›niadania.
Pogoda za oknem nie pozwalała na podziwianie widoków ale stwierdziliśmy, że lepiej zawsze widać z wysoka. a najwyżej jest ten szczyt, którego w tej chwili zupełnie nie widać wśród chmur.
Dosyć szybko osiągnęliśmy skalną grań, na której zatrzymały nas hordy ludzi. którzy ok. godziny 4 wyruszyły z dołu by również tego dnia stanąć na wierzchołku.
Wspinanie na Grossglocknera -- nawet najłatwiejsza droga nie ma nic wspólnego z tupaniem po śniegu na Mont Blanc.
Koniecznie trzeba mieć linę, kask i podstawowe elementy wyposażenia wspinaczkowego. Na swej drodze napotkamy: lodowiec, via ferratę, fragmenty grani o trudnościach kopuły szczytowej Giewontu. Największym zagrożeniem jest ilość ludzi oraz ta część grani na której ciężko się wyminąć miedzy idącymi do góry i w dół. Sam wierzchołek pomieści może 5-6 osób i to pod warunkiem, że wszyscy stoją.
Samo zejście nie jest już takie ciężkie ale trzeba pamiętać o tym, ze trawersujemy śnieżne zbocza ( latem- również konieczne raki, śnieg jest tylko na lodowcu i w górnej części szczytu) oraz przechodzimy lodowiec, wiec użycie pipsa jak najbardziej jest wskazane.
Z doły góra przypomina bardziej Matterhorn niż Kasprowy a sama kopuła szczytowa widziana ze schroniska na 3500m, przy użyciu dużej wyobraźni oddaje widok z Przełęczy Południowej na Everest- tylko tlenu tu jest w nadmiarze
Polecam serdecznie- jako, że jest to szczyt z grupy tych dla każdego, kto ma co najmniej dwie szare komórki.
